18 lat...

Zupełnie nie mam dzisiaj natchnienia. Przepraszam. Kilka dni temu powiesiła się w lesie bliska koleżanka mojego Marcina i nie jestem w stanie myśleć o niczym innym.

Ta wiadomość dociera do mnie bardzo powoli i zżera mnie. Niestety wiem, jaka była pełna życia i radości. Za kilka miesięcy, podobnie jak Marcin, miała przystąpić do matury. Nie widziałam jej jakieś 3 lata ale wcale to nie ułatwia sprawy. A gdy tylko próbuję wyobrazić sobie, co czują jej rodzice, wpadam w panikę i mam mdłości. Tego nie powinno się nawet próbować sobie wyobrażać.

Marcin się początkowo jakoś trzymał, bo dość dawno się z nią nie widział. To jego przyjaciółka z harcerstwa, na które już od dłuższego czasu przestał chodzić.

Zdjęcie z jednego z ich obozów...

Z czasem Marcin znosi to jednak coraz gorzej, tak jakby również do niego ta prawda tak powoli docierała. Uparcie twierdzi, że ona na pewno tego nie zrobiła. Powtarza, że to jest ostatnia znana mu osoba, która mogłaby to zrobić.

Dzisiaj przepraszam, ale naprawdę nie ma sensu próbować, nic z siebie nie wyduszę. Proszę Was tylko, przytulcie swoje nastolatki, tak jak ja dzisiaj przytulam swojego. To przerażająco głupi wiek, pełen skrajności. Przytulajcie je często, nawet te pyskate. Okażcie im, jak cieszycie się, że po prostu są, nieważne czy takie, jak sobie wymarzyliście.

Jutro zaczynam pracę w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci. Dzieciom warto i trzeba pomagać - tego nigdy się nie dowiemy na pewno, ale kto wie, jak bardzo komuś pomógł któryś nasz ciepły gest... Nie szczędźmy ich proszę, szczególnie wobec zbuntowanych nastolatków.


PS.
Bardzo Was przepraszam. Serwer mówi, że zaglądacie, czekając na artykuł. Może przeczytacie jeszcze raz to: Szesnaście plus? Proszę, kochajcie swoje zwariowane, pyskate, głupiutkie nastolatki! Niech wszystkie mają czas zmądrzeć.