Rodzice - integrujmy się!

Dlaczego?

Jako rodzice dzieci mających problemy w szkole z zachowaniem lub nauką, codziennie słyszymy od nauczycieli "Proszę coś z tym zrobić!" ale nie wiemy, co takiego? Sprać dzieciaka, czy co?

Wkrótce więc zaczynamy zamykać się w sobie, otaczać się barierą, nie jesteśmy w stanie rozmawiać z nauczycielami. Inni rodzice boją się o swoje pociechy i czasami nas atakują, żądają usunięcia naszego dziecka ze szkoły. Ogarnia nas szkołofobia, już sam widok budynku szkolnego łapie nas paraliżujący strach. Znam to aż za dobrze... Niestety, zamknięcie się w sobie tylko pogłębia trudną sytuację, problem sam się nie rozwiąże. Nie pomoże też zmiana szkoły, jeśli nie nauczymy się wychodzić ze swojej skorupki do ludzi.

Po pierwsze, powinniśmy być na każdej wywiadówce w szkole, chociażby było to bardzo trudne. Zbyt łatwo innym jest zaatakować osobę nieobecną, sprzymierzyć się przeciwko niej.

Po drugie, powinniśmy rozmawiać i dowiadywać się, jak sobie z podobnymi problemami poradzili inni rodzice. Móc się wygadać wśród ludzi, którzy nas rozumieją.

My - rodzice dzieci, którym trudno jest dostosować się do rzeczywistości szkolnej - bardzo potrzebujemy siebie nawzajem, ponieważ tylko wspólnie możemy zorganizować sobie realną pomoc.

Nasza grupa może się spotykać i rozmawiać. Już to da nam bardzo dużo. Może z czasem zaczniemy sobie pomagać na przykład we wspólnym chodzeniu na wywiadówki czy na trudniejsze rozmowy w szkole. Taka pomoc jest nieoceniona.

W niektórych większych miastach Polski działają już stowarzyszenia i fundacje zorganizowane przez rodziców dzieci z trudnymi zachowaniami. Znajdźmy je i poznajmy ludzi, którzy je tworzą. Być może zaoferują nam pomoc, a może potrzebują naszej pomocy?

Jeśli takich nie ma, sami załóżmy grupę rodziców na swoim terenie. Już samo osobiste poznanie innych rodziców mających ten sam problem, chwila rozmowy, wymiana doświadczeń bardzo pomaga.

Mamy nie tylko prawo do organizowania się ale również, jak zapisano w "Europejskiej Karcie Praw i Obowiązków Rodziców":

Rodzice i ich stowarzyszenia mają prawo wydawania opinii i przeprowadzania konsultacji z władzami odpowiedzialnymi za edukację na wszystkich poziomach ich struktur. Rodzice mają obowiązek tworzyć demokratyczne, reprezentatywne organizacje na wszystkich poziomach. Organizacje te będą reprezentowały rodziców i ich interesy.

źródło: MEN - Prawa Rodziców

Na pierwszy rzut oka wydaje się dość dziwne zobowiązywanie rodziców do organizowania się. Ale myślę, że to sformułował ktoś, kto wie, ile pozytywnego może wnieść grupa mająca ten sam cel - dobro dzieci.

Jak ja zaczęłam się spotykać?

Od pierwszego przeczytanego zdania na forum adhd.org.pl wiedziałam, że znalazłam się w odpowiednim miejscu. Ci rodzice mieli podobne problemy i z każdego słowa biło wsparcie i ogromna wiedza.

Nie jestem osobą łatwo nawiązującą kontakty, raczej wręcz przeciwnie. Dlatego tak bardzo spodobała mi się idea internetowego forum. Co innego niemal anonimowo sobie pisać i wymieniać poglądy, a co innego się spotkać osobiście.

Ale to już był bardzo dobry początek. Gdyby nie wsparcie innych rodziców, nie poradziłabym sobie w najtrudniejszych okresach szkoły mojego syna. Gdy się działo coś złego, nie myślałam zbyt logicznie. Jedyne, co mogło mi w takich chwilach przywrócić trzeźwość myślenia, to "głask" od Matken, kop od Dreptaka, żart Tomaszka, telefoniczny wstrząs od Halinki, trafiające w samo sedno podsumowanie Żony Dreptaka i genialne rady pozostałych kilkudziesięciu niezawodnych przyjaciół z forum, zawsze gotowych odpowiedzieć w ciągu kilku minut na każdy post, nawet pisany w środku nocy.

Mimo wszystko wciąż trudno mi było spotkać się bezpośrednio, ponad rok się na to nie zdecydowałam. Ale od kiedy wreszcie poznałam osobiście tych wspaniałych ludzi, jedyne czego żałowałam, to że stało się to tak późno.

Rodzice z forum wspólnie organizowali szkolenia i grupy wsparcia, a nawet obozy dla naszych dzieci i dla dzieci z rodzicami. Dzięki obozom organizowanym przez Halinkę zdobyłam nieocenioną wiedzę praktyczną.

Ze wspaniałymi koleżankami z Koszalina udało nam się założyć stowarzyszenie. Co prawda nie udało nam się pozyskać żadnych funduszy na jego działalność, więc zapał szybko minął. Jednak informacja o stowarzyszeniu tkwiła sobie w internecie. Nie przypuszczałam, że jednak kiedyś się przyda!

Kiedy czas największych burz w szkołach mojego dziecka minął, chciałam zabrać się za spisanie swoich doświadczeń dla innych rodziców. Przyjaciele się dopytywali, kiedy wreszcie zacznę. A ja zabierałam się... zabierałam... i zabierałam. Aż w końcu nadszedł ten dzień.

Szczecińskie spotkania

16 grudnia 2014 roku zadzwonił do mnie ktoś z nieznanego numeru. Przedstawiła się pani Joanna, z Koła Pomocy Dzieciom z ADHD TPD w Szczecinie.

Asia: "Czy pani reprezentuje Stowarzyszenie "Wyjątkowe dzieci" w Koszalinie?"
Ja: "W zasadzie... no, tak..."
Asia: "Organizujemy cykl spotkań reprezentantów organizacji działających na rzecz dzieci z ADHD z różnych miast. Chcemy doprowadzić do zmian w prawie i do zacieśnienia współpracy między naszymi organizacjami. Czy jest pani tym zainteresowana?"

Nie. Zdecydowanie nie byłam zainteresowana. Nasze stowarzyszenie praktycznie nie działało od lat. Dzieci nam dorosły. A w ogóle to było zimno i ponuro! Skrzywiłam się i coś tam Asieńce zaczęłam marudzić.

Asia: "To w takim razie najwyższy czas reaktywować wasze stowarzyszenie! Jest akurat doskonała okazja! Musicie przyjechać! My też mamy dorosłe dzieci, a organizujemy pomoc dla rodziców i dla dzieci. Proszę przyjechać podpatrzycie, jak to u nas działa! Nam się udaje, to Wam w Koszalinie też się uda!!!"

Asia, początkowo oficjalna, w trakcie rozmowy się rozkręciła. Po kabelkach (Hmm, jakich kabelkach? To była komórka! ;) A więc po falach) spływała na mnie jej niespożyta energia. Nie minęło parę minut, a udzielił mi się jej zapał i zdecydowałam się pojechać. Dzień zrobił się wyraźnie jaśniejszy.

Wkrótce poznałam osobiście Asię i Tamarę - wspaniały, uzupełniający się duet wielkich mam (szczuplutkich i ślicznych - wielkich sercem i duchem ;) ), które postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce i zarazić swoim zapałem całą Polskę.

Ostatnie nasze spotkanie robocze minęło kilka dni temu. Szczecin był jak zawsze zadziwiająco słoneczny i piękny - do dzisiaj nie wiem, jak te przedsiębiorcze kobiety to załatwiły? ;) Styczeń, kwiecień, czerwiec i październik - i za każdym razem cudne, pogodne dni pełne intensywnej pracy.

autor zdjęcia: Jerzy Kaźmierczak

Mnóstwo wspaniałych rzeczy się w tym czasie wydarzyło. Podsumujemy projekt tematyczny „ADHD wyzwanie społeczne czy negacja?” dopiero w marcu 2016 ale ja już teraz chciałabym Wam się zwierzyć, co mnie osobiście dały te spotkania.

Hmmm :) Po raz pierwszy w życiu potańczyłam sobie z Halinką (Tak! te dwie dziewczyny szalejące na koncercie charytatywnym z długimi ciemnymi włosami - to byłyśmy właśnie my! Tylko udawałyśmy nastolatki!). Dowiedziałam się też, na świetniej sztuce pt "Lekcja" w Teatrze Kameralnym Brama Portowa, jak wygląda prawidłowe obuwie sportowe, mniej więcej tak:

I pojeździłam dorożką po pięknym Szczecinie.

A tak na poważnie - dla mnie był to czas intensywnego powrotu do spraw związanych z dziećmi z ADHD i ZA. Odnowienia starych przyjaźni i zawiązania nowych. Był to główny bodziec, który skłonił mnie wreszcie do bardziej zdecydowanego działania. Do założenia tego bloga i do regularnego pisania.

Od kwietnia dzielę się tutaj z Wami swoimi doświadczeniami i zamierzam to robić nadal, dopóki będę się czuła Wam potrzebna (Czyli... no wiecie? Komentujcie, udostępniajcie, szturchajcie. Niech wiem, że czytacie ;) ). Ale to nie wszystko.

Przekonałam się, że w grupie możemy mieć wpływ nie tylko na swoje najbliższe otoczenie, ale także na nasze Polskie prawo. Wypracowaliśmy takie propozycje zmian, które na pewno wpłyną pozytywnie na funkcjonowanie naszych dzieci w szkole.

W czasie pierwszego zjazdu dużo rozmawialiśmy też o tym, jak działają nasze organizacje, wymienialiśmy się doświadczeniami A właściwie kto, jak kto - ja właściwie tylko chłonęłam te doświadczenia. ;) Dzięki tym dyskusjom narodziło się nowe Stowarzyszenie w Wałczu: "Drużyna Ananasów i Przyjaciele". Zapał dziewczyn po prostu poraża. Ich przykład, wsparcie przyjaciół i chęć pomocy ze strony koszalińskiego TPD przekonały mnie ostatecznie w minioną sobotę do zorganizowania grupy rodziców w Koszalinie.

A muszę Wam się przyznać, że organizowanie czegokolwiek nigdy nie było moją mocną stroną. Stowarzyszenie, o którym wspominałam, to było głównie dzieło moich koleżanek, ja raczej zawsze trzymałam się z boku. Ale chyba najwyższy czas to zmienić. Wielu znających mnie od lat, wspaniałych przyjaciół wierzy w to, że mi się uda. Myślę, że teraz nadszedł na to czas.

Mój pierwszy cel - zorganizować w Koszalinie grupę wsparcia dla rodziców dzieci mających problemy z dostosowaniem się do zasad panujących w szkole. Miejsce, gdzie każdy będzie mógł raz w tygodniu pochwalić się sukcesami i ponarzekać. Jeśli to mi się uda, będę szczęśliwa.

Jeśli mój plan Wam się podoba, pozostańcie ze mną w kontakcie (jak - napisałam poniżej). Jeśli chcecie sami zorganizować grupę w swoim mieście - dajcie znać, chętnie pomogę, jeśli zdołam.

Pamiętajmy! W kupie siła! :)


W ciągu tygodnia w tym artykule pojawi się link do strony "grupa Koszalin", więc zaglądaj tutaj, jeśli ten temat Cię interesuje.

EDIT 31.10.2015
Z powodu mojej choroby link się pojawia nieco później, za co przepraszam:

Koło przy TPD Koszalin

Gorąco zapraszam!!!

Jeśli korzystasz z Facebooka, to koniecznie kliknij "like" na mojej stronie autorskiej "Dosia", ponieważ tam pojawiają się informacje o każdym moim nowym artykule. Wpisz się również do grupy na Facebooku "RODZIC 2.0", tam najłatwiej będzie nam porozmawiać.

Proszę komentuj, udostępniaj i klikaj "like" przy moich facebookowych postach (piszę rzadko, jeden-dwa razy w tygodniu), dzięki temu jeśli pojawi się nowy post, znajdzie się on wyżej na Twojej stronie głównej i jest szansa, że zauważysz go w facebookowym potoku informacji, pomożesz w ten sposób również popularności mojej strony. Dziękuję! :)