Szesnaście plus

Marcin: Mamo, czy nie trzeba już wyrzucić obierek na kompost?
Ja: Trzeba... Ale nigdy sam tego nie zauważałeś!
Marcin: Widzisz? Dorastam. A poza tym za wyniesienie obierek są aż dwie kulki!

Ostatnio w domu dostaję co chwila ataków niepohamowanego śmiechu.
Moi mężczyźni zamienili swoje tradycyjne już potyczki językowe na... rywalizację o szklane kulki. I to jest po prostu słodkie!

Miesiąc temu pisałam artykuł o systemie punktowym, do którego potrzebowałam zdjęcie kulek:

Kulki te nie trafiły od razu po zrobieniu zdjęcia z powrotem na strych, zostały na moim biurku, gdzie zobaczył je Marcin. I wtedy właśnie się zaczęło!

Marcin: Mamo, wróćmy do kulek, chcę mieć argumenty w rozmowach z Tatą.

Początkowo myślałam, że żartuje, ale nie. Przez kilka następnych dni proponował szczegóły nowego systemu punktowego i dostał wreszcie kilka pierwszych kulek. A jak wciągnął męża?

Marcin: Tato, potrzebuję Twojej pomocy. Chcę zlutować słuchawki, ale ta cyna nie chce się przyklejać, ja ją w jedną stronę a ona ucieka w drugą. Zapłacę twardą walutą! Kulkami!
Mąż: Zrobiłbym to i bez kulek, pokaż te słuchawki.

Mąż jednak dostał od Marcina dwie pierwsze kulki i... podjął zabawę!

Mąż: Daj mi na nie jakąś szklankę, skoro już zarobiłem...
Ja: Też będziesz zbierać?
Mąż: A co? Będzie widać, ile robię w domu!

Teraz moi panowie prześcigają się w zdobywaniu kulek a ich codzienne potyczki słowne dziwnie nagle zelżały.

Ja: Marcin wstawaj!
Marcin: Zaaaraz...
Ja: Marcin! Tacie kulki przyrastają!
Marcin: O nieee...

Piętnaście minut później:
Marcin: Mamo, czy mówiłaś mi przez sen, że Tata zdobywa kulki?
Ja: Tak, bo postanowiłam przyznawać kulkę za zrobienie kawy i herbaty w ogólnych dzbankach.
Marcin: Ojej, to jest jedyne, co zapamiętałem ze snu...

Chciałam się przyłączyć do zbierania kulek, chłopaki jednak uznali, że by ich demotywowało, bo i tak najwięcej robię. Dowiedziałam się od nich, że ten system jest po to, żeby zwalczać domowe pasożytnictwo. Niezły pomysł!

Muszę się przyznać, że nie zauważyłam, że już wcześniej całkiem sporo dla tego domu robili.

Nie sądziłam, że przy dziewiętnastolatku takie systemy mają jeszcze jakikolwiek sens. Ale - jak widać - człowiek uczy się przez całe życie. Okazuje się, że taka zabawa może pomóc nawet w relacjach między dorosłymi ludźmi, dlatego jeśli Twój nastolatek, czy nawet partner nie bardzo garnie się do pomocy w domu - spróbuj wprowadzić system punktowy.

Co się zmienia w traktowaniu nastolatka?

Łatwo nie jest. Nastolatek nagle odkrywa, że ma inny gust i inne poglądy od swoich rodziców. Przeważnie dokładnie odwrotne. I wiecznie prowokuje, nigdy nie odpuszcza. Chce, żeby traktowano go jak dorosłego człowieka, zachowując się jak... no, jak rozkrzyczany nastolatek właśnie.

Mimo to nasz nastolatek nadal potrzebuje od nas przede wszystkim miłości i akceptacji. Jednocześnie chce dorosnąć, a jest to trudny proces, bo przecież musi całkowicie zmienić sposób zachowywania się, mówienia i przede wszystkim myślenia. My też musimy się trochę zmienić, jeśli chcemy, aby te procesy przebiegły w miarę spokojnie.

Na którymś szkoleniu usłyszałam:

Szesnastolatek jest jak wypuszczona strzała. Nie mamy już wpływu na to, gdzie trafi.

Nie zgadzam się z tym do końca, bo na tym etapie znacznie więcej zależy od rodziców, niż się nam wydaje ale rzeczywiście, czas na wychowanie już się nam definitywnie skończył i nasz stosunek do nastolatka powinien ulec sporej zmianie. Co jest bardzo trudne, bo w naszych oczach ten nastolatek pozostanie nadal po prostu naszym dzieckiem.

Na tym samym szkoleniu psycholog powiedział coś, co było wówczas miodem na moje serce:

Twoje dziecko jest miłym, spokojnym i grzecznym nastolatkiem? Już zbieraj na psychiatrę!

W skrócie chodzi o to, że okres dorastania i buntu przechodzi każde dziecko ale nie każde potrafi te swoje uczucia zaakceptować i nie każde potrafi je wyrazić. Te dzieci zapłacą za to problemami z wiarą siebie i samooceną w przyszłości. Dlatego cieszmy się, jeśli nasz nastolatek należy do tych bardziej otwartych i bezpośrednich ludzi.

Już dorosły

Teraz nasze zadanie, to po pierwsze nauczyć się traktować go jak dorosłego, jednocześnie nadal okazując mu akceptację i miłość.

Powinniśmy teraz definitywnie skończyć (jeśli nie zrobiliśmy tego już wcześniej) z uwagami typu:

"Kiedy się wreszcie trochę pouczysz?"

"Znowu zaspałeś do szkoły? Od jutra kładziesz się o dziesiątej!"

"Wynieś wreszcie te śmieci, nie mieszkasz w hotelu!"

Wymaga to od nas całkowitej zmiany myślenia o naszym dziecku. Musimy mu w pełni zaufać i ostatecznie odciąć pępowinę. To nie dla nas ten młody człowiek się uczy i rozwija, tylko dla siebie. Nie nam robi krzywdę spędzając czas na odmóżdżających rozrywkach czy biorąc używki, ale sobie. W obowiązkach domowych ma pomagać nie dlatego, że my mu kazaliśmy, tylko dlatego, że czuje się w obowiązku podjęcia się domowych prac, odciążając w ten sposób innych dorosłych.

Przejęcie odpowiedzialności za siebie

Jeśli my po staremu będziemy usiłowali wymusić na nim "odpowiedzialne" zachowania, to on po staremu zacznie udawać, że robi to, co my od niego chcemy. Problem jest taki, że wtedy nasz nastolatek pozostaje w starym schemacie - nadal ma błogie poczucie, że to rodzic jest za jego zachowania odpowiedzialny i że rodzic trzyma kontrolę. Myśli, że jak zawsze do tej pory - w razie czego potrząśnie, nakrzyczy i... wyratuje. Dzięki temu może rzeczywiście tymczasowo unikniemy pogorszenia się jego ocen w szkole, może rzeczywiście uda nam się doprowadzić do tego, żeby uchronić dziecko przed powtarzaniem roku ale stracimy znacznie więcej.

Nie pozwolimy w ten sposób nastolatkowi przejąć odpowiedzialności za siebie a im później się to stanie, tym gorzej dla rozwoju naszego dziecka, tego co o sobie uważa i jaką osobą stanie się w przyszłości.

Dziecko przejmie odpowiedzialność za siebie dopiero, kiedy przestanie czuć się kontrolowane przez nas i kiedy pozwolimy mu popełniać błędy.

A właśnie, co z błędami?

Nasz nastolatek musi teraz zacząć za siebie odpowiadać - co nie znaczy, że nie będzie popełniać żadnych błędów. Nie oświadczajmy więc przy każdym jego błędzie, że świadczy to o braku jego odpowiedzialności. Świadczy to tylko o tym, że nie nauczył się, jak ograniczyć ilość swoich błędów. Być może nawet przez naszą wcześniejszą nadopiekuńczość. Pozwólmy mu wyciągać własne wnioski ze swoich błędów i doradzajmy tylko, kiedy poprosi nas o radę.

Doceńmy jego mądrość

Jeśli dyskutujemy z nim na jakiś temat, nie pouczajmy go, traktujmy jak równego sobie. Uważnie wysłuchajmy, nie przerywajmy, nie zarzucajmy mu braku doświadczenia. Nawet jeśli uważamy, że mówi bzdury, to nie dyskutujmy z poziomu kogoś wszechwiedzącego. On wchodzi w życie i musi wyrobić sobie własne zdanie. Niestety zacznie to robić od kwestionowania wszystkiego, co my mówimy i z tym trzeba się pogodzić. Nie musimy za wszelką cenę udowadniać mu swoich racji, wystarczy powiedzieć, że ma się inne zdanie.

Koniecznie doceńmy jego samodzielne przemyślenia i wnioski. Takie zwroty, jak:

"Ciekawy punkt widzenia, pomyślę nad tym"

"O, to interesujące - wyślij mi link!"

"Zachęciłeś mnie, w wolnej chwili chętnie to przeczytam"

potrafią zdziałać cuda w naszych relacjach z dzieckiem.

Hierarchia

Marcin: Mamo, ale tu posprzątałaś! Czysta podłoga, Ty w sportowym ubraniu robiąca pastę. Nowoczesna mama, to mi się podoba!
Ja: Marcin, to zadanie mamy, to ja powinnam Cię chwalić. Ale muszę przyznać, że robisz to doskonale. Wymieniasz, co konkretnie zostało zrobione dobrze.
Marcin: Uczyłem się od mistrza!

Kiedy dziecko dorasta, nadal pewna hierarchia powinna być zaznaczona. Co prawda dziecko już jej nie potrzebuje tak bardzo jak wcześniej, do utwierdzania się w poczuciu, że jest bezpieczne ale jeśli chcemy w swoim domu ustalać swoje zasady, a nie mamy naturalnych predyspozycji do bycia asertywnym, to nadal trzeba pamiętać o tym, jak utrzymać hierarchię w domu.

Nastolatek mający skłonności do dominowania oczywiście jak zawsze będzie próbował zmienić w domu hierarchię - z tego się nie wyrasta, zresztą już przygotowuje się do założenia własnej rodziny, gdzie wręcz powinien przejąć stery. Nie ma w tym nic złego, wystarczy takie próby obrócić w żart. Bylebyśmy sami nie weszli w rolę osoby bezradnej, podporządkowanej i pasywnej. Delikatne próby chwalenia rodzica przez dziecko można obrócić w żart, a krzyki czy kłótnie - natychmiast ucinać, nie wdając się w dyskusje lub odkładając je na czas, gdy nastolatek będzie w stanie panować nad formą rozmowy.

Nasze wymagania

Mimo tego, że traktujemy naszego nastolatka jak dorosłego, nadal mieszka on z nami i nadal my go utrzymujemy, więc ma wobec rodziny te same, a nawet zwiększone obowiązki. Nadal powinien pomagać nam w pracach domowych, informować nas, jeśli wychodzi o nietypowej porze lub spóźnia się. Musi respektować domowe zasady, które my ustaliliśmy ale do których i my się stosujemy. Jeśli na przykład mamy zasadę, że w domu nie palimy i nie stosujemy innych używek, to spokojnie możemy tego samego wymagać od dorosłego nastolatka.

Do 18 roku życia nasze wymagania są jeszcze bardziej restrykcyjne - dziecko musi chodzić do szkoły i nie może stosować żadnych używek.

Można też wprowadzić zasadę, że członek rodziny albo się uczy albo zarabia na swoje utrzymanie, a jeśli nie może zarabiać - wykonuje większość prac domowych, odciążając innych domowników.

Powinniśmy jednak zmienić sposób egzekwowania wszystkich naszych wymagań, bo jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy, to teraz już definitywnie nie można rozkazywać, przypominać, marudzić i dogadywać, gdyż będzie to ciągłe źródło rodzinnych konfliktów. Jeśli wcześniej nie wprowadziliśmy domowego systemu zasad i konsekwencji czy systemu punktowego - to teraz jest świetna okazja do wprowadzenia ich. Teraz też powinniśmy - zamiast wydawania poleceń - nauczyć się prosić wzajemnie o pomoc.

Po co się tak bardzo starać?

Czasami wiecznie wrzeszczący i pyskujący nastolatek z fochami w nosie doprowadza nas do furii. Bardzo trudno takiej osobie okazywać miłość i czasami wcale nie ma się ochoty ułatwić mu startu w dorosłe życie. Jednak to w naszych rękach leży zbudowanie nowego sposobu kontaktu z dzieckiem i są ważne powody, dla których warto się trochę postarać.

Po pierwsze, żeby w domu było spokojniej

Jeśli uda nam się płynnie przejść z roli "opiekuna" w rolę "dobrego szefa", który organizuje pracę i wymaga, ale nie rozkazuje, nie poucza i nie dogryza, wówczas sami nadamy odpowiedni ton naszym kontaktom z dzieckiem. Rzadziej będą się zdarzały bunty, wrzaski i pyskowania, bo nie będzie już powodu. To my rządzimy w domu i my nadajemy ton dyskusjom. Jeśli naskakujemy na nasze dziecko, wtedy to samo - tylko wzmocnione i zwielokrotnione - wróci do nas.

Kłótnia podnosi poziom adrenaliny obu uczestnikom, nasz nastolatek wtedy czuje, że robi coś, co go przybliża go do niezależności. Jeśli po prostu utniemy każdy jego atak bez wdawania się w dyskusje, to dziecko w końcu zauważy, że tą metodą nic nie zyskuje.

Po drugie, żeby nie stracić kontaktu

Czy wiesz o tym, że dziewczyna w wieku 16 lat może zwrócić się do sądu o zgodę na małżeństwo i że - jeśli sąd uzna, że tak wymaga dobro założonej w ten sposób rodziny i się na to zgodzi, wówczas ta dziewczyna, z mocy prawa, w dniu ślubu stanie się pełnoletnia, nawet jeśli dzień później się rozwiedzie?
Jeśli zachce wtedy zerwać z nami wszelkie kontakty, to tak właśnie zrobi. Oczywiście spalając za sobą wszelkie mosty, bo tak właśnie robią nastolatki.

Pełnoletnie dziecko może po prostu spakować walizki i wyprowadzić się do kogokolwiek, choćby na ulicę. Gdy dziecko czuje się w domu nierozumiane, może uznać to za jedyny sposób na zdobycie niezależności i uwolnienie się od naszych nacisków.

Od nas zależy, czy w te ostatnie kilka lat życia pod jednym dachem zrazimy dziecko do siebie na całe życie, czy też będzie pamiętało, że do nas zawsze może się zwrócić o pomoc.

Po trzecie, aby zapobiec nieszczęściu

Każdy człowiek potrzebuje poczucia, że jest akceptowany i kochany. Jeśli nie ma tego poczucia, wówczas ucieka od bólu w nałogi. Na końcu napiszę, kto mnie o tym przekonał.

Zauważyliście, że narkomani spotykają się, organizują w grupy pomagające sobie nawzajem i okazujące sobie wzajemnie miłość i akceptację? Jest to jednak niewystarczające. Dziecko jeszcze bardzo długo po założeniu własnej rodziny czerpie pokłady swojej pewności siebie i zaufania do świata z miłości, której zaznało w domu rodzinnym.

Nie znaczy to wcale, że jeśli nasze dziecko zaczęło palić, to jesteśmy winni, bo pewnie nie kochamy go wystarczająco mocno. Ale może to oznaczać, że dziecko tej naszej miłości czy akceptacji po prostu nie czuje i warto zmienić, wzmocnić sposób wyrażania tych uczuć.

Łatwo na pewno nie będzie. Ale warto się postarać aby przez te kilka ostatnich lat, kiedy dziecko jeszcze jest z nami, pomóc mu wejść spokojnie i bezpiecznie w dorosłe życie.

Na koniec, zgodnie z obietnicą, podaję źródło mojego przekonania o przyczynach nałogów. Serdecznie polecam 15-minutowe nagranie wypowiedzi Johanna Hariego na TED o nałogach, warto posłuchać. Niestety to stosunkowo świeży film, jeszcze nie ma polskich napisów, ale jak tylko znajdę polską wersję albo sama przetłumaczę fragmenty, to tu umieszczę.

TED - "Ideas worth sharing", czyli "Myśli warte rozpowszechnienia" jest dla mnie kopalnią ciekawych idei i świetnym sposobem na szlifowanie języka angielskiego, bardzo gorąco Wam go polecam - wypowiadają się tam naukowcy na temat swoich odkryć i osoby, które doświadczyły czegoś niezwykłego w życiu.