Trudna miłość

Z okazji Dnia Matki (to już pojutrze!), wydanie specjalne. I to tym razem nie o wychowaniu, tylko o miłości. Matczynej.
Podobno miłość matczyna jest bezwarunkowa. Czasami jednak jesteśmy tak przygnębione i zmęczone, że prawie tego nie czujemy. Wystarczy wtedy kolejny telefon ze szkoły czy parę przykrych słów naszego dziecka, żebyśmy miały ochotę się wypisać z tego całego macierzyństwa. Co można z tym zrobić?

Problem z wymieszaniem ról matki i ojca

Tradycyjny podział ról jest dość prosty. Mama kocha bezwarunkowo, a tato ma większe wymagania i nagradza swoje dziecko uwagą głównie wtedy, gdy ono zrobi coś szczególnego. W tradycyjnej rodzinie dziecko z jednej strony ma pewność miłości mamy, dzięki czemu czuje się bezpieczne i kochane, a z drugiej miłość ojcowską, pełną dumy i akceptacji, konsekwentną i wpływającą na własne poczucie wartości dziecka.

Teraz jednak jest już bardzo mało takich tradycyjnych rodzin. Nawet jeśli rodzina jest pełna, to najczęściej jedno z rodziców jest tak przepracowane, że jego kontakt z dzieckiem jest sporadyczny, a więc wpływ na rozwój dziecka mniejszy.

We współczesnych rodzinach jedno z rodziców, i to najczęściej my - matki - musimy być dla dziecka tym rodzicem, który daje stabilność, bezpieczeństwo, akceptację, opiekę oraz równocześnie bezwarunkową miłość. I który na dodatek potrafi stawiać wymagania. To jest bardzo trudne i chyba nie ma człowieka, który byłby w stanie sprostać temu zadaniu codziennie, niezmiennie i perfekcyjnie. Każdy z nas popełnia błędy.

Błędy i poczucie winy

Błędy same w sobie są przydatne, szczególnie gdy potrafimy wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość ale niebezpieczne jest poczucie winy, które po każdym błędzie zwykle się w nas rodzi.

Im więcej poczucia winy, tym większe jest prawdopodobieństwo, że skupimy się na swoich błędach, zamiast na miłości do dziecka i na zaufaniu do siebie. Co więcej - im większe mamy poczucie winy względem dziecka, tym trudniej jest nam je bezwarunkowo kochać, bo nie kocha się ludzi, których się krzywdzi. Tak więc dla dobra Twojego dziecka - staraj się skupiać tylko na Waszej przyszłości, na tym, co możesz dla swojego dziecka zrobić dobrego i nie zamartwiaj się tym, co już było. Przeszłości nie zmienisz, ale masz nieograniczony wpływ na Waszą przyszłość. I to niezależnie od tego, ile Twoje dziecko ma lat.

Miłość dziecka

Serdecznie polecam ciekawą lekturę na temat miłości - Erich Fromm "O sztuce miłości". Wielu z nas zdaje się w tej najważniejszej dziedzinie życia na intuicję i obiegowe poglądy, a Fromm twierdzi, że jest to sztuka, której można się nauczyć. Przyznaję, że sceptycznie podchodziłam do tej teorii, zanim przeczytałam książkę, jednak potem przyznałam rację Frommowi, że i w tej umiejętności świadomość pewnych mechanizmów rządzących nami, może nam bardzo pomóc.

Miłość dziecka, to nie jest jedyna ani najważniejsza sprawa, którą pomógł mi zrozumieć Fromm, ale dzisiaj właśnie to zacytuję, bo dzięki temu łatwiej jest zaakceptować to, że dziecko czasami bywa egoistyczne i sprawia wrażenie, jakby nas nie kochało:

Dla większości dzieci w wieku poniżej ośmiu i pół do dziesięciu lat problem polega niemal wyłącznie na tym, aby być kochanym, być kochanym za to, czym się jest. Dziecko do tego wieku jeszcze nie kocha; przyjmuje tylko z wdzięcznością i radością to, że jest kochane.

Na tym etapie rozwoju dziecka na widowni pojawia się nowy czynnik: nowe poczucie, że miłość można wywołać własnym działaniem. Po raz pierwszy dziecko zaczyna myśleć o tym, aby dać coś matce lub ojcu, aby coś zrobić - zadeklamować, wykonać rysunek czy zaśpiewać piosenkę. Po raz pierwszy w życiu dziecka idea miłości przeobraża się z pragnienia, by być kochanym, w chęć kochania samemu, w miłość twórczą.

Wiele lat dzieli te pierwsze początki od dojrzałej miłości. W końcu dziecko, czasem już w wieku młodzieńczym, przezwycięża swój egocentryzm; drugi człowiek przestaje być już przede wszystkim środkiem do zaspokajania własnych potrzeb. Potrzeby drugiego człowieka zaczynają być równie ważne jak własne. Zaczyna mu sprawiać więcej przyjemności dawanie niż branie. Kochać - staje się czymś ważniejszym niż to, że się jest samemu kochanym; dzięki miłości dziecko opuszcza więzienną celę samotności i izolacji wytworzoną przez narcyzm i egocentryzm. Co więcej, czuje możność wywołania miłości przez miłość i stawia ją wyżej niż zależność otrzymywania, kiedy się jest kochanym - przyjmowaną często wraz z rolą małego, bezradnego, chorego lub „dobrego" dziecka. Miłość dziecięca trzyma się zasady: „Kocham, ponieważ jestem kochany". Natomiast miłość dojrzała twierdzi: „Jestem kochany, ponieważ kocham". A Niedojrzała miłość mówi: „Kocham cię, ponieważ cię potrzebuję". Dojrzała miłość powiada: „Potrzebuję cię, ponieważ cię kocham".

W miłości - nie tylko matczynej - trzeba umieć dawać niezależnie od tego, czy dostaje się coś z powrotem. Pamiętaj, że Twoje dziecko tego się dopiero uczy.

Mamo. W trudnych chwilach, gdy dziecko wykrzyczy Ci przykre słowa, które bolą, przypomnij sobie też słowa mojego 27-letniego syna:

"Znam dzieci (teraz już dorosłe), które po latach buntu zdają sobie sprawę, jak miłość rodzica, którą odrzucali, trzymała ich nad powierzchnią wody."

I na koniec, tradycyjnie już ;) coś naprawdę dobrego do obejrzenia. Nawet jeśli już to oglądałaś, warto sobie w Dzień Matki przypomnieć:

Najtrudniejsza praca świata



Podziel się z nami poniżej swoimi przemyśleniami na ten temat. :)